ROSY
Obudziłam się w białym pokoju.
Wszystko było białe.
Lekko przechylając głowę, próbowałam spojrzeć na swoje ciało. Moje ciało również było białe. Być może przykrywało je prześcieradło.
Pomyślałam – no tak, nie żyję. Ale w głębi siebie, w głębi tego, co ze mnie zostało, nie odczuwałam ani życia, ani śmierci.
Wszystko było białe.
A ja czułam, że ta biel mnie pożera, że rozpuszczam się w bezkolorze, którego jestem zanikającym odcieniem.
Nie byłam w stanie dostrzec zarysu łóżka, komódki, gwoździa na ścianie, okna.
Wszystko było białe.

Jeden obraz zakłóca tę absolutną biel. Nie pytaj mnie, czy to jawa, czy sen.
To mój ojciec, który wchodzi do pokoju, odwraca się w moim kierunku, patrzy na mnie, upada na podłogę.
Człowiek w mundurze chwyta go za ramiona, podnosi, wyprowadza.
Jak za białą mgłą. Twarz mojego ojca wydała mi się taka sama jak dawno temu, jak w dniu, który już wymazałam z pamięci – miałam piętnaście lat, uciekłam z domu, wskoczyłam do pociągu jadącego do Rzymu. Mój ojciec przyjechał, żeby mnie zabrać do domu. Stał tam, z moim wujkiem, na stacji metra Colli Albani, i z daleka machał do mnie ręką.

Przepraszam, nie mogę powstrzymać płaczu.
Nie pytaj mnie o nic więcej. Nic więcej nie pamiętam.

TERESA
A więc postanowiłam, że na pogrzeb ubierzemy się wszyscy na biało.
Członkom mojej rodziny powiedziałam: musimy pokonać zło. Zło zaślepia.
Biel jest czystością. Niewinnością. Głęboki ból zostaje w nas na zawsze, ale my musimy umieć przekształcać go w nadzieję i wybaczenie.
Przyjechaliśmy do kościoła ubrani na biało, aby zło się skończyło.

Mój syn Francesco był niewinny. Mój brat Sebastiano był niewinny.
Wszyscy wiemy, że to była rzeź niewiniątek. Dot­knęła wielu osób. Tak jak zabili mojego syna, mogli zabić dzieci którejkolwiek matki.
W Duisburgu padło sześciu niewinnych ludzi. Słuszne jest wołanie: „Dość!”, i tak samo słuszne jest, żebyśmy my, kobiety, znalazły siłę, aby powstrzymać zło.
Biel dała nam nadzieję. Pomogła nam stworzyć
atmosferę przebaczenia w naszej społeczności.

Napisano, że jakoby powstrzymałam wendetę, że moja biała koszulka była przesłaniem skierowanym do kogoś konkretnego.
To nieprawda.
Biel nie była niczym innym, jak tylko zaprzeczeniem nienawiści.
Gdybyśmy nadal czynili zło i karmili nienawiść, zniszczylibyśmy się sami jako pierwsi.

ANTONIA
Proszę wejść, pokażę pani pokój Marca.
Słucham? Podoba się pani tiulowa lamówka tej białej narzuty?
Proszę sobie wyobrazić, że jest częścią posagu, tego na użytek codzienny.
Tego ranka, kiedy mój syn wyjechał do Niemiec, zmieniłam mu pościel – poszwę na kołdrę, powłokę materaca.
Nie lubię koloru białego, ale ta narzuta znalazła się wśród tkanin, które moja matka zostawiła mi w posagu. Proszę sobie wyobrazić, że nigdy nie kładłam jej na moim łóżku, nie podobała mi się.
Tamtego sierpniowego ranka położyłam ją na łóżku Marca. Tak się złożyło.
Kilka dni temu wyprałam ją pierwszy raz, po latach, i położyłam znów na łóżku małżeńskim, gdzie mój syn bawił się z bratankami, a ja śmiałam się i mówiłam mu: „Dla mnie ty też jesteś dzieckiem”.

I tak, niezamierzenie, przybrałam w biel łóżko mojego syna na krótko, zanim został zabity.
Ta biel jest jak jego czysta dusza, jak ten mnich, który ukazał mi się trzy dni przed rzezią we śnie, w którym ktoś chciał zabić trzech niewinnych ludzi, a ja biegłam, biegłam…

Ta biel jest jak niewinność Marca. Bo mój syn był niewinnym chłopcem. I będę to powtarzać, póki starczy mi życia.

Copyright: Wydawnictwo "Bernardinum" 2014